Kuba po wizycie Obamy okopuje się na rewolucyjnych barykadach

Drukuj

Wizyta Obamy wywarła ogromny wpływ na społeczeństwo kubańskie, nastroje podgrzał dodatkowo koncert the Rolling Stones, a tropikalny glamour roztoczył dla mieszkańców wyspy sam Karl Lagerfeld. Kiedy Zachód wabi Kubańczyków tym co ma najlepsze, Partia Komunistyczna otwarcie zaczyna obawiać się tych działań przyrównując je do kuszenia Szczurołapa, który z pomocą swego fletu wyprowadził z miasteczka Hameln wszystkie dzieci.

Pierwszy rejs statku pasażerskiego na linii Miami – Hawana, otwarcie kafejki internetowej sponsorowanej przez Google, w planach pierwsze komercyjne loty. To wszystko stało się możliwe dzięki porozumieniu zawartemu między prezydentem Stanów Zjednoczonych Barakiem Obamą a jego analogiem kubańskim, przewodniczącym Rady Państwa, Ráulem Castro o normalizacji stosunków bilateralnych zawartym 17 grudnia 2014 roku. Niemniej jednak nie jest to jednoznaczne ze zniesieniem embarga, którego może dokonać tylko Kongres Stanów Zjednoczonych, który obecnie jest zdominowany przez Republikanów otwarcie sprzeciwiających się rezygnacji z blokady.

To co dziś obserwujemy to wielkie zaangażowanie ze strony administracji Obamy, który próbując obejść embargo nadaje licencje firmom, które chcą inwestować na wyspie. Zgodnie z wyliczeniami Engage Cuba, lobby na rzecz zniesienia blokady gospodarczej z wyspą, relacje handlowe z Kubą mogą osiągnąć 20.000 milionów dolarów rocznie pod warunkiem, że zlikwidowane zostaną obecnie obowiązujące bariery. Stąd wyspa cieszy się ogromnym zainteresowaniem inwestorów. Starwood jest pierwszą amerykańską firmą hotelarską, która podpisała umowę z rządem kubańskim od 1959 roku. Airbnb może pochwalić się już blisko 4.000 miejsc noclegowych na wyspie, Paypal nie tylko zapowiada wejście z własną usługą, ale także jest zainteresowany wprowadzeniem mobilnej bankowości z czym wiąże się upowszechnienie kart płatniczych. To wszystko jak wiadomo nie będzie możliwe bez Internetu. Chińska firma Hauwei weszła jako pierwsza ze swoją usługą. Hotspoty montowano na ulicach i choć dostęp do nich jest płatny (wynosi 2 dolary za godzinę co przy 24 dolarach średniej kubańskiej pensji wydaje się kwotą zaporową) już przyciągnęły około 200.000 użytkowników na wyspie. Internet w domu jest przywilejem niewielu profesjonalistów (lekarzy, naukowców, prawników), jednocześnie nie ma odpowiedniej infrastruktury by móc go instalować. Nie zraża to Google, który już otworzył pierwszą kafejkę internetową z produktami Apple i wspólnie planują ekspansję na wyspie. Dziś to już nie McDonald’s, ale kolorowe literki najpotężniejszej wyszukiwarki na świecie oraz białe jabłuszko są prawdziwymi symbolami zmiany, która właśnie dokonuje się na Kubie.

Obamie zależy na tym, aby działania podejmowane na ostatniej prostej jego drugiej i tym samym ostatniej kadencji okazały się być nieodwracalne i długofalowe. Jego doktryna w polityce zagranicznej szczególną wagę przywiązuje do wyprowadzania z izolacji społeczeństw do tej pory pozostających w odcięciu (takich jak Iran czy właśnie Kuba). Zdaniem Obamy nie możemy mówić o prawdziwych, długotrwałych przemianach jeśli nie zachodzą one u podstaw. Analogicznie kluczem do sukcesu wydaje się otwarcie tych narodów na bezpośredni kontakt z obywatelami Stanów Zjednoczonych. Obama uważa, że stwarzanie okazji dla takich bezpośrednich kontaktów jest najlepszą drogą do zmiany. Stąd mimo, że w Stanach Zjednoczonych nadal funkcjonuje tzw. embargo turystyczne, zgodnie z którym amerykańscy obywatele nie mogą podróżować na Kubę, prezydent stara się te obostrzenia obchodzić wprowadzając „środki ułatwiające wymianę kulturową i edukacyjną”. Dzięki tym staraniom w 2015 roku na wyspę przybyło 161.000 Amerykanów, co stanowi wzrost rzędu 77%. Engage Cuba szacuje, że wraz ze zniesieniem restrykcji, na Kubę może podróżować nawet 2 miliony obywateli Stanów Zjednoczonych rocznie.

To dzięki staraniom administracji Obamy możliwy był pierwszy rejs pasażerski na linii Miami – Hawana. Przetarg wygrała firma Carnival (gigant w tej branży). Nie obyło się jednak bez kontrowersji. Zgodnie z kubańskim prawem Kubańczyk urodzony na wyspie nie może na nią wrócić drogą morską, stąd potencjalny udział w rejsie emigrantów z Miami stanął pod znakiem zapytania. Dopiero po interwencji Johna Kerrego strona kubańska zdecydowała się na zniesienie dyskryminującego zapisu na kilka dni przed rejsem. W efekcie na pokładzie Adonii znalazło się około 12 pasażerów kubańskich, a cała załoga statku wyniosła 704 osoby. Prom wypłynął w niedzielę 1 maja z Miami, w czasie tygodniowego rejsu miał zawinąć do portu w Hawanie, Cienfuegos oraz Santiago de Cuba i powrócić do portu macierzystego w kolejną niedzielę. Przed wybuchem rewolucji w 1959 roku statki pasażerskie kursowały dwa razy w tygodniu przypływając do Hawanny z Miami oraz Nowego Jorku, obecne połączenie ma odbywać się co dwa tygodnie.

Floryda to obecnie największe skupisko Kubańczyków poza wyspą. Milion kubańskich emigrantów mieszkających w tym stanie reprezentuje około 10% z 11 milionów zamieszkujących Kubę. Obama wierzy, że przybycie na wyspę firm amerykańskich będzie miało pozytywny wpływ na kubańską gospodarkę i przyczyni się do poprawy życia jej mieszkańców. Hillary Clinton podziela starania Obamy w sprawie zniesienia embarga. Co ciekawe nawet kandydat Republikanów (tradycyjnie przeciwnych zlikwidowaniu blokady) popiera działania prezydenta na rzecz otwarcia się na Kubę. Tym samym Donald Trump dołączył do senatora Randa Paula, jak dotąd jedynego Republikanina starającego się o urząd prezydencki i jednocześnie będącego za zniesieniem embarga. Z tej perspektywy, niezależnie od wyniku amerykańskich wyborów prezydenckich, w przyszłości Biały Dom nie powinien zagrażać „projektowi otwierania się na Kubę” obecnie konsekwentnie wdrażanego przez administrację Obamy. Inaczej sytuacja kształtuje się w Kongresie, który jako jedyny posiada moc sprawczą zniesienia obowiązującej blokady. Jak dotąd Republikanie stanowią w nim większość przeciwstawiając się planom Białego Domu i tylko zmiana proporcji w składzie tego organu może doprowadzić do prawdziwego przełomu w relacjach tych dwóch państw.

Obok samych Republikanów zasiadających w Kongresie polityce zbliżenia równie przeciwne wydają się być władze kubańskie. Na VII Kongresie Partii Komunistycznej, który odbył się w dniach 16-19 kwietnia tego roku, Raúl Castro wyraził zaniepokojenie zmianą strategii jaką obrały Stany Zjednoczone z nieprzyjaznej na „inne metody trudniejsze do zwalczania”. Reakcją jest usztywnienie pozycji. Partia Komunistyczna opowiedziała się przeciwko prywatyzacji uchwalając, że środki produkcji pozostaną w rękach państwa. Ponadto otwarcie sprzeciwiono się możliwości przeprowadzenia reform rynkowych. Zgodnie z przyjętą linią „własna działalność gospodarcza będzie dopełnieniem gospodarki centralnie planowanej, a nie embrionem kapitalizmu”. Jednocześnie Kongres wyraził zaniepokojenie wzrostem liczby osób z własną działalnością gospodarczą bojąc się pojawienia nowej klasy ludzi zamożnych.

Politbiuro wydawało się dużo bardziej otwarte na reformy w 2011 roku, kiedy to zorganizowano VI Kongres Partii Komunistycznej, który zakładał ogromną partycypację mas partyjnych. Na jego otwarcie przygotowano wiele projektów zmian, które zaproponowane zostały oddolnie. Zatwierdzono 311 środków, które miały doprowadzić do zreferowania systemu. To właśnie VI Kongres wprowadził prywatną inicjatywę w sektorze usług, dziś Raúl Castro peroruje, że „prywaciarzom należy postawić dobrze zdefiniowane granice”. Prywatni przedsiębiorcy, których od 2011 roku pojawiło się na wyspie pół miliona, generują obecnie 5% rocznego PKB. Jednakże prawo kubańskie dyskryminuje osoby z własną działalnością gospodarczą, walczy z kumulowaniem własności w jednym ręku. Im więcej osób zatrudnia przedsiębiorca, tym wyższe płaci podatki. Ponadto, osoby prywatne nie mogą importować dóbr, dlatego „prywaciarze” realizuje swoje zamówienia na czarnym rynku. Castro na ile się da wyhamowuje niezbędne reformy. Z 311 projektów zmian zatwierdzonych w 2011 roku dotychczas zrealizowano 21%.

Wszelkie działania ze strony Amerykanów są zaplanowane w sposób długofalowy. Castro zdaje sobie z tego sprawę, stąd „skala otwarcia” jest silnie kontrolowana przez reżim. Z 400 projektów inwestycji zgłoszonych przez amerykańskie firmy w ramach Specjalnej Strefy Ekonomicznej Mariel, znajdującej się w bliskim sąsiedztwie Hawany, strona kubańska zatwierdziła do tej pory 11. Kubą rządzi dziś niewidzialna junta, na której czele stoi dziś młodszy Castro i większość wojskowych z Biura Politycznego. Zapowiedź Raúla o odejściu z urzędu Przewodniczącego Rady Państwa w 2018 to czysta kosmetyka. Jeśli nawet zgodnie z zapowiedziami przywódcy jego następcą zostanie 55 letni inżynier Miguel Díaz-Canel, to jego ruchy z tylnego siedzenia zastępcy będzie kontrolował jeden z najbardziej twardogłowych brodaczy z Sierra Maestra – José Ramón Machado, a sam Raúl obejmie w tym czasie funkcję I Sekretarza Partii Komunistycznej. O ile panowie dożyją (choć zbliżają się już do dziewięćdziesiątki to optymistycznie zatwierdzają „Plan Rozwoju Ekonomicznego i Socjalnego do 2030”).

Obecne działania kierownictwa kubańskiego to próba utrzymania się za wszelką cenę na pokładzie tonącego statku. Wyspa od blisko dwóch dekad silnie związana z ekonomią Wenezueli zaczyna tonąć razem z dotychczasowym sojusznikiem. Wymianę między tymi krajami szacuje się na 7 miliardów dolarów rocznie. Kuba do Wenezueli kieruje 1/3 swojego eksportu. Jednocześnie ceny niklu i cukru, na których sprzedaży wyspa próbuje zarabiać, cały czas spadają. Pozostaje tytoń, ale głównym rynkiem zbytu dla tego produktu są oczywiście Stany Zjednoczone. Dwoma głównymi filarami gospodarki kubańskiej pozostają przelewy jakie Kubańczycy dostają od rodzin ze Stanów (Western Union w 2013 roku oszacował je na 2.800 milionów) oraz turystka, która rocznie wyciąga 2 miliardy plus to co zarobi sektor prywatny.

Kuba potrzebuje reformy monetarnej, dualizm jaki obecnie istnieje (peso narodowe oraz peso wymienne) nie może być dłużej kontynuowany. Aby wyspa była w stanie stawić czoła tak dużym zmianom niezbędne jest jej przystąpienie do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Obecnie Stany Zjednoczone blokują taką możliwość (zmusza ich do tego embargo), ale uważa się, że Obama może jeszcze wpłynąć na tą decyzję. Luis Alberto Moreno, prezes Międzyamerykańskiego Banku Rozwoju ma nadzieję na przyjęcie Kuby do grona jego członków w przeciągu dwóch lat. Nie można jednak zapominać, że embargo nie zostanie zniesione jeśli strona kubańska nie rozpocznie reform demokratycznych i nie zacznie przestrzegać praw człowieka. Aparat partyjny powinien zareagować, zamiast tego okopuje się na barykadach rewolucji sprzed półwieku. Przeprowadzenie potrzebnych reform, mogłoby dać szanse Kubańczykom na dokonanie zmiany na własnych warunkach, nie pozbawiając ich wpływu na to co się dzieje. Kultywowanie dotychczasowego zamknięcia, w którym do tej pory krajem rządzi pokolenie ze Sierra Maestry (Fidel lat 89, Raúl lat 85) jest dalece niekorzystne dla samej Kuby.

Czytaj również