Hiszpańska odyseja wyborcza trwa

Drukuj

Po pół roku bezowocnych zmagań o utworzenie rządu w Madrycie, Hiszpanie raz jeszcze ruszyli do urn. O zmęczeniu jakie ta sytuacja wywołała świadczy wygrana PP i PSOE, kolejno numer jeden i dwa, a nowe partie, które w ostatnich wyborach doprowadziły do znacznych przemeblowań na hiszpańskiej scenie politycznej odnotowują straty. Czyżby Hiszpanie po pół roku przepychanek zatęsknili do stabilności układu dwupartyjnego?

Widoczną oznaką niezadowolenia z braku porozumienia „na górze” jest wygrana Partii Ludowej (PP), która zdobyła 137 miejsc w Kortezach znacznie poprawiając swój grudniowy wynik (123 mandaty). Do tej pory obarczano ją winą za kryzys ekonomiczny i korupcję, ale jednocześnie utożsamia się ją ze stabilnością rządów. Pół roku bezproduktywnych negocjacji i przepychanek ugruntował w wielu wyborcach przekonanie, że tylko prawica jest w stanie nad tym chaosem zapanować. O fakcie tym, może świadczyć historyczna wygrana tej partii w Andaluzji dotychczas wiernej socjalistom. Dodatkowo Partia Ludowa nie napotkała przeciwnika, który wyraźnie byłby w stanie jej zagrozić. Młodzi liberałowie z Ciudadanos (Obywatele) zdobyli 32 miejsc w Kortezach (o 8 mniej niż pół roku temu) i stali się czwartą siłą w kraju, co należy ocenić jako znaczące osiągnięcie, ale w obliczu kryzysu konserwatywny elektorat wolał oddać władzę komuś starszemu, nawet jeśli jego ugrupowanie okradało państwo.

Prawdziwa bitwa trwa dziś na lewicy. Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE), do tej pory funkcjonowała de facto w formacie dwupartyjnym, wymieniając się u sterów władzy z ludowcami. W tym układzie nieliczni wyborcy, którzy pragnęli zagłosować bardziej na lewo mieli taką szansę oddając swój głos na Zjednoczoną Lewicę. To niewielkie ugrupowanie było w stanie zdobywać mandaty w Kortezach, jednocześnie symbolicznie jednocząc głosy najbardziej wrażliwych społecznie.

Dziś wiadomo, że ten układ to już historia, choć wielu otwarcie do niego tęskni. Stąd PSOE zdołała utrzymać swoją drugą pozycję zdobywając 85 mandatów, jednakże tracąc 5 miejsc w parlamencie od ostatnich wyborów przeprowadzonych w grudniu. Powodem takiego stanu rzeczy jest rosnący w siłę przeciwnik, który wyrósł na lewej stronie hiszpańskiej sceny politycznej po wielkich protestach z Plaza del Sol. Od tego czasu do hiszpańskiej polityki weszła Podemos (Możemy) i gra na wyniszczenie przeciwnika wszelkimi dostępnymi metodami. Do wczorajszych wyborów partia Pablo Iglesiasa ruszyła wspólnie ze Zjednoczoną Lewicą jako Zjednoczeni Możemy (Unidos Podemos). Razem zdobyli 71 mandatów utrzymując wynik z grudnia. W praktyce oznacza to dosłownie połknięcie największego przeciwnika bazującego na tym samym elektoracie. Po wyborach Zjednoczona Lewica niczym ofiara węża zostanie strawiona w brzuchu Podemos. Na lewej stronie sceny politycznej pozostaje jeszcze PSOE, którego przyszłość także nie układa się kolorowo. Jeśli odrzuci propozycję Podemos stworzenia wspólnego rządu będzie niszczona przez Iglesiasa jako zdrajca lewicowego planu sanacji kraju, jeśli natomiast zgodzi się do takiej koalicji przystąpić Podemos będzie starać się rozbić ją od środka. Takie działania były bardzo widoczne w kampanii przedwyborczej, kiedy Iglesias nazwał swoim mentorem José Luisa Zapatero. Była to dość ostentacyjna forma „puszczania oka” do części elektoratu PSOE i do partyjnych struktur socjalistów wiernych ZP i otwarcie niezadowolonych z przywództwa Pedra Sáncheza.

Jakakolwiek przyszłość jest pisana PSOE, to nie ulega wątpliwości, że największa niepewność towarzyszy spekulacjom na temat przyszłych prób sformułowania rządu. Nadal żadna z partii nie uzyskała zdecydowanej większości, a resztę tej bajki znamy już na pamięć. Ciudadanos nie chcą wchodzić w koalicję z PP, bo to banda złodziei. PSOE boi się rządzić z Podemos, bo wie, że może z tego nie wyjść cało. To już drugie wybory w demokratycznej historii Hiszpanii, w których żadna z partii nie zdobyła większości by móc samodzielnie stanąć u sterów, a do utworzenia rządu potrzebna jest współpraca ponad partykularnymi interesami dla dobra kraju. Niestety nigdy brak woli ku temu nie był aż tak widoczny.

Czytaj również
  • Jorge Gimeno

    Witam, frekwencja to faktycznie najniższa ale wynosi 69,84% a Podemos pogorszył swój wynik ponieważ po zjednoczeniu z Zjednoczoną Lewicą otrzymali tą samą ilość parlamentarzystów co w grudniu, 71. Tracąc przy tym około miliona głosów. To oznacza gorsze a nie lepsze wyniki. A Ciudadanos może rządzić z PP jeżeli Rajoy odejdzie (zobaczimy czy po negocjacjach dalej to będzie „oblig”) Szanowni Państwo poprawcie dane bardzo proszę. http://elpais.com/tag/elecciones_generales/a/