Dlaczego uczucia wygrywają nad rozumem?

Drukuj

Obecnie, choć jedność narodowa Hiszpanii bazuje na koncepcji społeczeństwa otwartego, pluralistycznego i obywatelskiego, w którym poszukuje się konsensus to znacząco przegrywa z nacjonalizmem etnicznym forsowanym w Baskonii i Katalonii. Stąd dużo bardziej do Katalończyków i Basków przemawia dyskurs nacjonalistyczny bazujący na tożsamości zrodzonej z krzywdy i wykorzystujący pewien infantylizm tych społeczności, które historycznie nie musiały brać odpowiedzialności za problemy wykraczające poza obszar prywatności, delegując je na innych.

Barcelona, 11 września 2015

Obchody katalońskiej Diady były wyrazem masowego poparcia dla idei, spontaniczne świętowanie miało charakter powszechny. Tysiące ludzi trzymając się za ręce niosło flagi katalońskie i tym samym masowo manifestowało swoją przynależność. Tłum dawał to czego od zarania dziejów potrzebujemy: poczucie wspólnoty, więzi, braterstwa.

Madryt, 12 października 2015

Jak co roku na placu Canovas del Castillo przed trybuną oficjeli z rodziną królewską na czele przemaszerowały hiszpańskie jednostki wojskowe. W tym opisie wszystko brzmi źle. Poczynając od postaci Canovasa del Castillo, który będąc ojcem pierwszego kompromisu ponadpartyjnego w dziejach Hiszpanii przyniósł krajowi tak wyczekiwany pokój, ale jednocześnie silnie naruszył demokratyczne podstawy gry politycznej. Za cenę stabilizacji Hiszpania funkcjonowała w ramach sytemu dwupartyjnego, który nie odzwierciedlał prawdziwych preferencji elektoratu coraz częściej zerkającego na socjalistów, komunistów i anarchistów personae non-gratae w hiszpańskich Kortezach.

Można by rzec, że duch Canovasa del Castillo unosił się nad porozumieniami transformacji ustrojowej w latach siedemdziesiątych. To prawica przewodziła procesowi stąd de facto nigdy nie doszło do zerwania z dyktaturą, frankizm nie jako sam się rozmontował, popełnił harakiri, ale na własnych zasadach. Luki w demokratycznym charakterze tego procesu są szczególnie widoczne podczas obchodów Święta Narodowego. Uroczystościom przewodniczy głowa państwa, której mandat do sprawowania tego stanowiska jest kwestionowany. Dzieje się tak, ponieważ kwestia ustroju politycznego nie została poddana debacie publicznej w okresie transformacji, ale z góry narzucono ją opozycji. Sprawa była prosta, jeśli partia chciała doczekać się legalizacji własnych struktur jej kierownictwo musiało wyrazić zgodę na króla. Takie postępowanie tłumaczono niestabilną sytuacją polityczną, która miała miejsce w latach siedemdziesiątych. Jednakże gdy w czerwcu 2014 roku, w kraju od trzydziestu lat uznawanym za przykład stabilnej demokracji, Juan Carlos I zrzekł się tronu na rzecz swojego syna, operację przeprowadzono błyskawicznie, tak aby dyskusja o tym czy Hiszpanie chcą monarchii nie mogła mieć miejsca.

12 października – data, która budzi kontrowersje

Powracając do samej uroczystości, jej data wywołuję niekończącą się litanię kontrowersji. Jest to święto zarówno Hiszpańskich Sił Zbrojnych jak i ich patronki Matki Boskiej z Pilar, co w konsekwencji nadaje tym obchodom charakter żywcem wyjęty z czasów dyktatury Franco. Ze względu na fakt, że wojsko w ponad dwusetletniej historii hiszpańskiego państwa liberalnego dużo częściej występowało przeciwko wrogom wewnętrznym zagrażającym jedności Hiszpanii niż uczestniczyło w konfliktach zbrojnych poza granicami kraju, skojarzenia nasuwają się same.

Do tego dochodzi nieszczęsna koncepcja hiszpańskości, która po raz pierwszy doczekała się swojego święta w 1918 roku. Było to reakcją na drugoplanowość na scenie europejskiej jaka przypadła w udziale Hiszpanii po Kongresie Wiedeńskim i od tej pory usilne poszukiwanie potwierdzenia swojej wyjątkowości. Generał Franco nazwał tą uroczystość bez ogródek „świętem rasy”. To doszukiwanie się własnej tożsamości poza Europą, proces zobrazowany przez José Saramago jako podróż Półwyspu Iberyjskiego, niczym kamiennej tratwy, w kierunku Ameryki, spotkało się z mieszanymi uczuciami po drugiej stronie oceanu. Zbyt żywe były w świadomości Latynosów doniedawna obowiązujące relacje „pan-poddany”, aby świętować dzień braterstwa. Gdyby tego było mało, 12 października to dzień dopłynięcia do Ameryki Krzysztofa Kolumba, co obecnie jest na własne życzenie otwieraniem istnej puszki Pandory. Tego dnia media na całym świecie prześcigają się w relacjach na temat okrucieństw jakie niosła ze sobą hiszpańska kolonizacja, a organizacje rdzennych mieszkańców obu Ameryk wytykają Hiszpanom ich udział w masowym ludobójstwie.

Pytanie czy w obliczu problemów jakie obecnie przedstawia utrzymanie hiszpańskiej jedności narodowej, Hiszpania może pozwalać sobie rok rocznie na tyle kontrowersji obchodząc własne święto? Jego charakter kładzie się cieniem na obraz demokratycznego państwa o liberalnych podstawach. Symbol unii Kościoła, wojska i monarchii przywołuje duchy przeszłości, świętowanie wespół z amerykańskimi braćmi sugeruje, że Hiszpania nie chce się pochodzić z faktem, że obecnie nie jest już imperium, ale państwem narodowym i powinna stawiać przede wszystkim na budowę własnej tożsamości.

Dlaczego społeczeństwo obywatelskie przegrywa z nacjonalizmami etnicznymi?

Wizja Hiszpanii forsowana przez Adolfo Suáreza, lidera prawicowej Unii Demokratycznego Centrum w czasach transformacji ustrojowej, opierała się na założeniu, że wzrost gospodarczy przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych bezpowrotnie skierował Hiszpanów na drogę modernizacji i laicyzacji prowadzącej do budowy społeczeństwa obywatelskiego. W oczach Suáreza naród miał dzięki temu stać się bardziej otwarty na dialog i dążenie do konsensusu, w przeciwieństwie do społeczeństwa zamkniętego, uwięzionego w gorsecie tradycji i źle pojmowanej historii, poddanego rządom elit. Plan Suáreza nie doczekał się pełnej realizacji z dwóch przyczyn. Po pierwsze, nie doszło do pełnego zerwania z ancien régime, co wpłynęło na jakoś hiszpańskiej demokracji często oskarżanej o brak legitymacji przez własnych obywateli. Po drugie, jak zauważyła Antonina Kłosowska, choć świat postrzegał narody jako konstrukty, które niebawem odejdą do lamusa i po cichu świętowano już nadejście społeczeństw obywatelskich, takie spekulacje okazały się przedwczesne.

Obecnie, choć jedność narodowa Hiszpanii bazuje na koncepcji społeczeństwa otwartego, pluralistycznego i obywatelskiego, w którym poszukuje się konsensus to znacząco przegrywa z nacjonalizmem etnicznym forsowanym w Baskonii i Katalonii. Stąd dużo bardziej do Katalończyków i Basków przemawia dyskurs nacjonalistyczny bazujący na tożsamości zrodzonej z krzywdy i wykorzystujący pewien infantylizm tych społeczności, które historycznie nie musiały brać odpowiedzialności za problemy wykraczające poza obszar prywatności, delegując je na innych. Zarówno na zjawisko krzywdy jak i infantylizmu zwrócił uwagę polski badacz, profesor Andrzej Leder, w rozmowie opublikowanej w Polityce 6 października bieżącego roku. Podkreślił, że w Polsce sukces indywidualny często idzie w parze z nieufnością w stosunku do państwa i jego instytucji. Leder postawił jednocześnie diagnozę, że „powodem takiego stanu rzeczy jest brak wspólnych symboli, które łączyłyby sukcesy indywidualne w poczucie sukcesu wspólnego”. Równolegle, rozmawiając na temat nieufności Hiszpanów do ich instytucji państwowych z dyrektorem madryckiego Instytutu Królewskiego Elcano Charlesem Powellem, mój rozmówca podkreślił, że winę za taki stan rzeczy ponosi tradycja katolicka, w ramach której Hiszpanie swoje zaufanie ograniczają do sfery rodzinnej. W krajach protestanckich, gdzie rola rodziny nie jest tak istotna, ludzie w naturalny sposób poszukując więzi z innymi, obdarzają własnym zaufaniem „obcych” wstępując do różnej maści organizacji i instytucji. W ten sposób dochodzi do budowy silnego społeczeństwa obywatelskiego.

Z pewnością tego co brakuje obecnie tak w Hiszpanii jak i w Polsce jest brak wykształcenia nowoczesnej tożsamości, która stałaby się na tyle atrakcyjne, aby móc konkurować z dyskursem populistycznym. Jak zauważa Leder polityka od zawsze posiada charakter konfrontacji, gdzie decydujące znaczenie ma to do jakich symboli moralnych się odwołujemy. W przypadku nacjonalistów powoływanie się na główną emocję polityczną jaką jest krzywda stało się powszechne tak w Kraju Basków, Katalonii jak i w naszej części Europy i zdaje się zbierać plony. Jak zauważa Adam Michnik obecnie liberalna demokracja jest w oczach nacjonalistów symbolem słabości i nieudolności. I choć Artur Mas nie krytykuje demokracji, wręcz przeciwnie twierdzi, że Madryt ogranicza jego wolności obywatelskie, to wiele działań nacjonalistów katalońskich wpisuje się w schemat „putinizmu” nakreślonego przez Adama Michnika. Zniszczenie pluralizmu w mediach, propaganda, kształcenie dzieci i młodzieży zgodnie z własną wykładnią polityki historycznej, wyzwala w Katalończykach i Baskach, podobnie jak w Rosjanach opisywanych przez Michnika, poczucie bezbronnych ofiar otoczonych murem wrogów. Stąd stajemy się tak podatni na narkotyk nacjonalizmu etnicznego i sami oddajemy władzę w wolnych wyborach w ręce populistów.

Winą za taki stan rzeczy można obarczać polityków i media, ale czy nie są oni tylko wiernym odbiciem odbiorców ich przekazu. Być może dążenie do budowy społeczeństwa obywatelskiego było zamierzeniem zbyt ambitnym, a w istocie człowiek nie przestaje być istotą plemienną. Bardziej czuje niż myśli, a demokracja jak wiadomo to rządy demos.

 

Czytaj również
  • Sauelios

    Czyli trzeba zlikwidować katolicyzm i rodzinę, nie?

    • libbollocs

      katolicyzm tak rodzine nie

      • Sauelios

        Zlikwidujesz jedno, a drugie też przestanie istnieć podobnie jak naród. To wynika z tekstu pani Melnyk, kobiety bardzo ograniczonej umysłowo, ale w pewnym stopniu użytecznej. Najczerwieńsza z możliwych komuna, ubrana w fatałaszki leberalizmu, tak czy inaczej będzie się demaskować.